Artykuły: Yoga +, Jesień 2009; “Mark Dyczkowski: Treading the Path of Desire” (tłumaczenie, cz. 1)
luty 4th, 2010“Mark Dyczkowski: Tantra - Ścieżka Pragnienia”
autor: Andrew Lawler
WSKAZÓWKI JAKIE OTRZYMAŁEM, BY TRAFIĆ DO DOMU MARKA DYCZKOWSKIEGO w świętym mieście Banares, w Indiach, były tak niezwykłe, jak sam człowiek: “Szukaj wielkiej yantry bogini Kali” – powiedział mi po prostu znajomy. Spacerując wzdłuż brzegu Gangesu pewnego wieczora, spostrzegłem trójkątny symbol groźnej, hinduskiej bogini zdobiący czerwony dom zwrócony frontem do rzeki. Piękna muzyka grana na sitarze dobiegała z górnego okna w świetle księżyca wschodzącego nad mulistą rzeką. Nigdy wcześniej nie spotkaliśmy się, nigdy wcześniej nie rozmawialiśmy, nigdy nawet nie wymieniliśmy maili, jednak odstawił on swój instrument, gdy zapukałem do jego drzwi, i zaprosił mnie na pogawędkę. „Nie jestem żadnym Guru”, ostrzegł zaraz na wstępie, „jestem tak samo człowiekiem, jak każdy, chociaż posiadam duchowe aspiracje”.
Dyczkowski jest szanowanym i wybitnym badaczem tantry, jednej z najbardziej intrygujących, ezoterycznych i nierozumianych religijnych tradycji w kraju pełnym skomplikowanych systemów religijnych. Nauczyciel Oksfordu, autor książek wyjaśniających starożytne nauki, dwa razy w tygodniu wygłasza prelekcje dla grupki gorliwych uczniów i przewodzi projektowi ratowania starożytnych tekstów od butwienia i rozpadu. Inaczej jednak niż większość jego kolegów, którzy pracują ograniczeni klimatem intelektualnym zachodnich uniwersytetów, Dyczkowski spędził cztery dekady żyjąc, ucząc i praktykując tantrę w sercu indyjskiej sceny duchowej.
Banares – znane również jako Kashi, Benares lub Varanasi – jest miastem, które Mark Twain nazwał „starszym niż historia, starszym niż tradycja, starszym nawet niż legenda i wyglądającym na dwukrotnie starsze niż wszystkie one razem wzięte”. Hindusi przyjeżdżają tu z całego świata, by wspólnie medytować, obmywać się w wodach Gangesu, czy wreszcie dać się skremować w pobliżu „matki Gangi”. Wśród chmary pielgrzymów napotkać można wychudzonych, brodatych „świętych mężów”. Czoła części z nich czoła zdobi wymalowany białym popiołem trójząb potężnego bóstwa Sziwy. Zwą się oni tantrikas – wyznawcami tantry. Otoczeni czcią, wzbudzający strach i odrzucani przez innych Hindusów za swoje praktyki, które, jak się powszechnie uważa, prowadzą do uwolnienia potężnych mocy duchowych. Rytuały tantryczne mogą obejmować jedzenie mięsa, spożywanie alkoholu, medytowanie o martwych ciałach i współżycie seksualne z osobami innymi niż małżonkowie. Brzmi to zapewne (no, może za wyjątkiem tych martwych ciał) jak opis typowego, sobotniego wieczoru przeciętnego Amerykanina, jednak wśród Hindusów i wyznawców Buddyzmu tego typu zachowania są uważane za tabu.
Tantryczne Święte Księgi, które datują się na 1500 lat wstecz, postulują wyzwolenie poprzez, raczej niż wbrew pragnieniom. Nic nie jest nieczyste, czy poniżające, ponieważ wszystko pochodzi od Boga. Bhoga – radość zmysłów – stanowi w takim samym stopniu drogę do wyzwolenia co joga – powściągnięcie umysłu i zmysłów. W tantrze ciało fizyczne oraz cały fizyczny świat są miejscem rozkosznego zachwytu, którego należy doświadczać, raczej niż go potępiać jako zły (Św. Paweł) lub odrzucać jako iluzję (Budda). Tantra w przeciwieństwie do wielu innych tradycji kładzie nacisk i czci kreatywną moc świętej kobiecości. Ową moc określa się mianem shakti, od sanskryckiego słowa oznaczającego moc lub energię.
Te założenia powodują, ze tantra zyskuje sobie coraz większą popularność na Zachodzie. Popularność ta jednakże często ogranicza się do postaci różnego rodzaju poradników i stron internetowych oferujących wskazówki, w jaki sposób zwiększyć intensywność przeżywanej rozkoszy seksualnej. Oderwana od świętych ksiąg i rygorystycznej dyscypliny tantra w żargonie new age jest „słowem-przykrywką” dla pożądania i bywa usprawiedliwieniem dla nadmiernego dogadzania zmysłowym rozkoszom w imię rzekomych duchowych poszukiwań. „Jest taka słynna sztuka ‘I Am as You Like Me to Be’”, mówi Dyczkowski, „I ten tytuł dobrze oddaje to, czym ‘tantra’ jest na Zchodzie”.
Argumentuje on, że prawdziwa nauka tantry wymaga guru, studiowania tekstów oraz woli poznawania odległych zakątków świadomości. Dla niego liczne odmiany tantry stanowią niezwykle bogaty zbiór subtelnych technik, doskonalonych na przestrzeni wieków, które umożliwiają nam ostateczne zniesienie linii oddzielającej nas od „boskości”. Drwi on ze swoich zachodnich kolegów, którzy badają tantrę z perspektywy czysto akademickich rozważań.
Istnieje pewne napięcie w sposobie, w jaki Dyczkowski opisuje środowisko akademickie. Połączenie nauki i praktyki stanowi typową ścieżkę wielu religii, jednak w oczach swoich kolegów Dyczkowski uchodzi za outsider’a – jeden z nich określił go wręcz mianem „dzikusa”. Taki status oczywiście boli, jednak Dyczkowski cieszy się ze swojej niezależności. Nie ma wyznaczonych godzin urzędowania, do jego drzwi regularnie pukają poszukiwacze prawdy i spędza całe dnie zatopiony w rygorystyczny rytuał umysłowych i duchowych aktywności. Zna też najlepsze restauracje w Varanasi, z zadziwiającą sprawnością przemierza zatłoczone ulice miasta swoim, nie pierwszej już młodości, skuterem „Vespa” i od czasu do czasu nie odmawia sobie puszczenia „dymka”.
Przysadzisty i brodaty Dyczkowski może nagle przejść od delikatności do szorstkości, od pedantyzmu do ciekawości. Gdy rozmawiałem z nim kilka tygodni później przez telefon, był we Włoszech, przygotowując się do operacji usunięcia narośli wielkości piłeczki tenisowej zlokalizowanej w pobliżu wątroby. Pomimo tego oczywistego zagrożenia, jego zapał do opowiadania o Sziwie pozostał niezmącony.
Jak wyglądały początki twojego zainteresowania tantrą?
Zacząłem się nią interesować w początkach lat 70-tych. To, co mnie naprawdę zainteresowało, to nie były mantry, rytuały, czy sposoby osiągnięcia mocy magicznych, lecz głębsze, mistyczne stany, w jakich doświadczyć można nieskończonych aspektów tego czegoś, co moglibyśmy nazwać Bogiem. Jest wiele szkół tantry; ja wybrałem Kaszmirski Sziwaizm, który zawiera wspaniałą i wyrafinowaną ekspresję „boskości” na wszystkich poziomach egzystencji. W 1976 roku spotkałem Swamiego Laksmanjoo, żyjącego przedstawiciela nurtu Kaszmirskiego Sziwaizmu i spędziłem jakiś czas w jego szramie, gdzie mnie inicjował.
Jaki jest cel praktyk tantrycznych?
Celem jest poszerzenie naszej świadomości do punktu, w którym doświadczana przez nas „separacja” – dualność podmiotu i przedmiotu, która jest źródłem cierpienia – roztapia się w absolutnej świadomości, którą jest Sziwa.
Centralną koncepcją w tantrze jest, jak sam piszesz, to, że „materia nie może skalać absolutu”. Co to oznacza?
Wszystko, co istnieje, jest boską świadomością. Ta uniwersalna, boska świadomość tworzy wszystkie rzeczy. Staje się wszystkim. Ogranicza swój nieskończony byt z własnej woli i wycofuje się do jednego z dwóch przeciwieństw – podmiotu lub przedmiotu. Czyni to po prostu dla własnej radości, nieskończonej kreatywności. Artysta jest artystą, ponieważ tworzy, zaś w Indiach Pan Sziwa czczony jest jako największy spośród artystów. Całość stworzenia jest jego własnym, cudownym dziełem artystycznym.
Piszesz też, że gdy Sziwa ukaże swoją własną naturę, wszechświat ulegnie zniszczeniu. Dlaczego?
Całość istnienia pozostaje z Sziwą w związku, jaki łączy dzieło z jego stwórcą. Gdy Sziwa ujawnia się takim, jakim jest naprawdę, wtedy staje się całkowicie „niezwiązany” ze swoim dziełem. Sziwa ukrywa się we wszechświecie i to my nie potrafimy rozpoznać jego obecności we wszystkich rzeczach. Wszechświat nie ulega zniszczeniu w dosłownym tego słowa znaczeniu, jednak zaczyna być rozumiany jak to, czym naprawdę jest – Sziwą.
Mówisz o Sziwie jako o „nim”. W jakim kontekście tantra używa pojęcia płci?
Kobieca i męska zasada stanowią przeciwieństwa, które reprezentują wszelkie inne przeciwieństwa – wiedzy i wiedzącego, podmiotu i przedmiotu, wszelkie przeciwieństwa. Jedność przeciwieństw stanowi pierwszą emanację, pierwotną radiację Jedności, która nie jest ani męska, ani żeńska. Gzie jest Sziwa, tam jest Shakti, gdzie jest kobieta, tam jest mężczyzna. W Judaizmie, Chrześcijaństwie i Islamie jest tylko jeden Bóg. W Indiach przyjęło się uważać, iż istnieje jedna, ostateczna rzeczywistość – która może jednak przyjmować nieskończoną liczbę form. Tak więc jest wielu, a jednocześnie jest tylko jeden Bóg i jedna Bogini.
Czym jest Shakti?
Stół jest stołem, ponieważ ma cztery nogi i możesz na nim stawiać przedmioty. Te cechy, owa moc służenia celowi, jakiemu służy stół, wywodzi się z tego, co można by nazwać jego „stołowością”. To jest właśnie shakti stołu – cecha przedmiotu, jego kształt i forma. Shakti jest energią, którą Sziwa posiada, by robić to, co robi.
Dr Mark Dyczkowski grający na swoim sitarze:




