Serce w praktyce hatha jogi

Większość joginów w Polsce zajmuje się (lub zajmowała) praktyką hatha jogi. Każdy z nas również w mniejszym lub większym stopniu opanowane ma różne techniki i style i dysponuje mniejszą lub większą wiedzą i doświadczeniem w ich stosowaniu, w stopniu mniej lub bardziej zgodnym z obowiązującą (taką czy inną) tradycją. Przy praktyce odpowiednio intensywnej przychodzi nieuchronnie taki moment, kiedy musimy opuścić sztywne i narzucone ramy tradycji czy systemu i rozpocząć własne poszukiwania. Nie oznacza to wcale, że musimy porzucić styl, ale gwarancja tradycji nie obejmuje tego, co się odczuwa w trakcie praktyki, a jedynie metodologię ćwiczeń i zalecenia praktyczno-techniczne (względnie - również filozoficzne).
Dlatego warto jest po pierwsze: wiedzieć, co takiego łączy wszystkie style hatha jogi, czyli jaki jest uniwersalny cel tego treningu? Po drugie: na czym, uniwersalnie, polega praktyka? Odpowiedź zarówno na to pierwsze, jak i na drugie pytanie odnaleźć możemy w Jogasutrach Patańdżalego; i to pomimo to, iż tekst ten nie rozpisuje się raczej na temat hatha jogi i wspomina o niej ogólnikowo, pobieżnie i w sposób niebezpośredni. Tekst sam w sobie jest bardzo uniwersalny, a należy też dodać, że w czasach, w których żył i tworzył Patańdżali zapewne nie było jeszcze wyraźnego rozróżnienia na style jogi. Co prawda Bhagawadgita, tekst mniej więcej równoległy do Jogasutr wymienia kilka ścieżek jogi, nie wspomina jednak słowem o hatha jodze, stąd można mniemać, że ćwiczenia fizyczne były znane, ale być może nie tworzyły jeszcze wtedy ujednoliconego systemu.
Tym ciekawiej prezentują się słowa sutr I.18 i I.19, które, przynajmniej w mojej interpretacji, mówią właśnie o celu i metodzie treningu hatha jogi (chociaż jej nie nazywają). Zasadniczo Patańdżali różne “ścieżki jogi” traktuje raczej równorzędnie i stopniuje je tylko z punktu widzenia trudności, jakie każda z nich prezentuje w osiągnięciu jogicznego wyzwolenia - kaiwalji. Oczywiście też każda z nich jest dostosowana do innego typu ćwiczących. Jeśli chodzi o “hatha jogę”, sutra I.18 charakteryzuje ją następująco:
virāma pratyayā abhyāsa pūrvah samskāra śesah anyah
Usunięcia idea, poprzez praktykę, śladów wrażeń – inna.
Słowo “inna” [anyah] odnosi się tu do jogi samprajnatah [jogi z uświadomieniem] z sutry poprzedniej [I.17]. Jak więc widać z tekstu, w metodzie owej (umownie nazwanej “hatha jogą”) chodzi o usunięcie resztek [śesah] sanskar , czyli “śladów wrażeń” albo “blokad energetycznych”, czy też “złogów psychicznych” - wszystko to “poprzez praktykę”. Tak działa właśnie trening hatha jogi. Poprzez ustawianie ciała w konkretnych formach, energia ćwiczenia (śakti) w połączeniu z oddechem niejako wymusza specjalne działanie, którego wynikiem jest właśnie usuwanie napięć w ciele psychicznym, będących wynikiem programowania środowiskowego (rodzice, szkoła, kultura, itd.).
Sutra I.19 precyzuje jeszcze bardziej, na czym polega ten rodzaj działania:
bhava pratyayo videha prakrtilayānām
Źródła pojęcie w bezcielesnym związku z materią.
Oczywiście sutrę można tłumaczyć na różne sposoby i wiele jest jej interpretacji, ja jednak trzymam się strony rzeczowej i praktycznej - bo taką mam naturę. Tutaj bhava tłumaczę jako “źródło” - z konieczności (tłumaczenie wierszem) jest to tłumaczenie maksymalnie skondensowane, ale jeszcze całkiem poprawne. Bhava oznaczać może również “uczucie, emocję” a nawet “ekstazę”. Jak by na to nie patrzeć, jest to zdecydowanie określenie związane z ośrodkiem serca. W tym kontekście “źródło” znaczy “uniwersalne źródło życia, kosmicznego awatara, serce Chrystusa” czy cokolwiek, co przypasuje komukolwiek, pasując do jego wyznania i filozofii. Ale na pewno w powiązaniu z emocjonalną energią ośrodka serca. Co znaczy “bezcielsny”? Abstrahując znowu od interpretacji w nurcie hinduskiego new age’u pełnego opisów prześwitujących istot i wielorękich pół-bogów spacerujących po ulicach między zwykłymi śmiertelnikami (nie neguję tutaj możliwości ich występowania w alternatywnej czasoprzestrzeni, a jedynie praktyczność nawiązania do nich w tego rodzaju tekście), należy przyjąć znów jakiegoś rodzaju odniesienie do osoby praktykującej (ponieważ tekst jest ścisłą wykładnią jogi, jak mówi sutra I.1, i tak go trzeba traktować). “Bezcielesny” tutaj moim zdaniem również nie odnosi się do kwestii związanych z reinkarnacją - chodzi po prostu o sposób mentalnego nastawienia: nasze ciało, czy też to, co nazywamy naszym ciałem, to nic innego jak zespół czy też kompleks napięć zaburzających nasz sposób wewnętrznego odczuwania oraz zaburzający procesy psychiczno-motoryczne. Ćwiczący jogę dobrze wiedzą, że “moje ciało” z dzisiaj to zupełnie inne “ciało” niż moje ciało z wczoraj i zupełnie inne od ciała jutrzejszego. Niestety na poziomie ego przywiązanie do koncepcji ciała może kosztować wiele lat bezowocnych wysiłków. Dlatego, aby móc spokojnie pracować nad napięciami psychiczymi (energetycznymi) należy na czas praktyki swoją koncepcję ciała odstawić na bok i po prostu czuć.
Co wreszcie oznacza “związek z materią”? Otóż zasadniczo odwraca to trochę nasze pojmowanie, iż jesteśmy “władcami” materii naszego ciała. Ponieważ po śmierci ciało fizyczne pozostaje na ziemi (albo raczej w ziemi), a to, co było wypełniającym jego czas aspektem świadomym bardzo wyraźnie się od niego oddziela, logicznie byłoby założyć, że jednak “nasze” ciało materialne nie jest nasze na prawach wieczystego użytkowania, a jedynie niejako wypożyczone i jako takie podlega zwrotowi. Dlatego Patańdżali mówi o rodzaju związku z materią, ponieważ tak naprawdę jeśli ciało materialne nie jest naszą własnością, oczywistą jest rzeczą, że mamy z nim jakąś relację, więź, jakiś stosunek do niego, coś co można kształtować w czasie, co ulega zmianie i nad czym należy pracować. Zazwyczaj po prostu traktujemy w ten sposób ciała naszych partnerów, zakładając niesłusznie, iż nasze własne ciało jest naszą własnością. Jednak to samo tyczy się również i materii naszego ciała. Materia jest materią - bez względu na to, kto jest ubrany w dany “garnitur”. Na marginesie, cudowne w tym wszystkim jest właśnie to, że możemy kształtować swoją relację z materią w sposób tak bardzo bezpośredni. Ale wracajmy do rzeczy.
Obszar materialny tradycyjnie rozciąga się na trzy stany wibracji związane z trzema żywiołami - gęstą (ziemia), subtelną (woda) i umysłową (ogień), z których każdy jest coraz bardziej subtelny. W obszarze ciała te trzy żywioły mają wspólny obszar występowania w misie miednicy i unerwiane są przez jeden nerw przywspółczulny - nerw miedniczy, biegnący od podwzgórza mózgu w dół kolumny kręgosłupa. Odpowiadające im narządy (czy grupy narządów) to: okrężnica i odbytnica (ziemia), pęcherz moczowy i narządy rozrodcze (woda), nerki (ogień). W systemie współczulnym te trzy obszary są unerwiane przez trzy różne odgałęzienia nerwowe. Jak więc rozumieć zapis tej sutry w praktyce?
W podwzgórzu mózgu łączą się odgałęzienia m.in. nerwu miedniczego i nerwu błędnego, który unerwia przywspółczulnie obszar serca (jak też narządy brzucha). Łącząc te dwa obszary, czyli obszar serca i obszar wnętrza miednicy, poprzez koncentrację na: wnętrzu miednicy, ośrodku serca, kolumnie kręgosłupa oraz obszarze wzajemnego przenikania się i łączenia impulsów (podwzgórze mózgu) możemy doprowadzić do zjawiska wzajemnego oddziaływania i harmonizowania impulsów z serca i z miednicy. Dzięki właściwościom wyciszającym i rozluźniającym systemu przywspółczulnego będziemy mogli osiągnąć efekt rozluźnienia napięć mięśniowych skoordynowany przez wpływ impulsów ponadwerbalnych z ośrodka serca.
A teraz najważniejsze: cały ten proces oczyszczania ciała psychicznego ma w obszarze filozoficznym jogi charakter oddzielania puruszy (ducha) od prakryti (materii). Dzięki temu połączenie puruszy i prakryti (związanie puruszy w blokach energetycznych) kończy się i purusza swobodnie przepełnia całą boską prakryti ciała w idealnej harmonii. Z założenia tak zapewne ma wyglądać kulminacja tego konkretnego treningu. Domem puruszy jest ośrodek serca, zaś obszarem związanym z prakryti - podstawa miednicy. W praktyce wygląda to mniej więcej tak, że pracując nad obszarem materialnym i uwalniając napięcia dzięki uruchomieniu impulsów przywspółczulnych (rozluźnienie napięć), używacie serca jako przewodnika czy też “latarni morskiej”, która wskazuje wam odpowiedni kierunek działania w zakresie uwalniania napięć (koordynacja) i nie pozwala wam popaść w ślepe uliczki i zaułki praktyki czysto fizyczno-materialnej.
Tak więc, drodzy jogini, następnym razem, kiedy usłyszycie lub przypomnicie sobie słowa nauczycieli napominających was, abyście “włożyli więcej serca w praktykę” albo “ćwiczyli z sercem” potraktujcie je bardzo dosłownie. Inaczej narazicie się na niepotrzebną stratę czasu i będziecie kręcić się w kółko, poddając “hinduskiemu stretchingowi”, zamiast ćwiczyć jogę. Tylko po to, żeby i tak dojść ostatecznie do tych samych wniosków.
Ciepłych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Jogicznego Roku. Shanti, OM!




