Medytacja serca

Spośród moich ulubionych metod czy technik medytacji - zarówno tych uznanych za klasyczne, jak i tych niezliczonych odmian, które są wyrazem naszej indywidualnej kreatywności w dziedzinie pogłębiania kontaktu z obszarem sfer niematerialnych - na pierwszym miejscu niezmiennie od lat stawiam “medytację serca”.

Chociaż serce samo w sobie jest narządem ciała fizycznego (i tak naprawdę sam pomysł tej medytacji przyszedł do mnie jeszcze za czasów, kiedy moja fascynacja światem materii cielesnej osiągała swoje głębokie apogeum), wiemy wszyscy, chociażby dzięki powszechnie znanym frazeologizmom, iż z tym narządem łączy się znacznie więcej niż tylko prosta, nieprzerwana służba w charakterze pompy, bez ustanku od narodzin aż do śmierci.

Paradoksalnie, pomimo swojej domniemanej, wysokiej pozycji w kulturze (jako niejako narząd “kochania” i wszelkich przejawów emocji wyższych), w rzeczywistości serce jest jednym z najbardziej zapomnianych narządów naszego ciała. Czy to ze względu na swoją niedostępność (poprzez zamknięcie w niedostępnych obszarach kostnej klatki piersiowej), czy nawet - można by rzecz - nietykalność, która większości z nas  kojarzy się często z zadufaniem i brakiem zrozumienia dla ludzkich potrzeb? Czy też może ze względu na brak możliwości sprawowania nad nim kontroli (być może podświadomie traktujemy je czasem jak krnąbrne, choć utalentowane dziecko)? Fakt - boimy się, aby na serce nie zachorować (przynajmniej część z nas), bo takie choroby trudno leczyć i mają niepewny przebieg, ale nasze zainteresowanie samym narządem rzadko kiedy wykracza poza tego rodzaju płytkie podejście. No i środki, jakie podejmujemy w celu ochrony serca, również są raczej pośrednie - możemy np. rzucić palenie albo unikać nadmiernego wysiłku. W najlepszym razie zapiszemy się na aerobik. To wszystko jednak o wiele za mało, by poznać swoje serce - a temu celowi służy właśnie “medytacja serca”.

Serce jest żywym narządem, bardzo czułym i posiadającym własną inteligencję. Daleko większą niż wątroba czy pęcherz moczowy! jest jednak narządem bardzo samotnym… jego alienacja na co dzień nie przysparza nam zbyt wielu kłopotów, bo przytłaczani ogromną ilością bodźców emocjonalnych z nieprzeliczonych źródeł medialnych i niemedialnych, zazwyczaj rekompensujemy sobie brak jego bliskiej obecności dawką humoru bądź oszołomienia, lub nawet wręcz “podstawiamy” owe emocje za prawdziwe uczucie, wierząc iż “to właśnie jest to”.

Spróbujcie zadać sobie pytanie: Jak często naprawdę idę za radą “słuchania głosu swojego serca”? Bo na tym tak naprawdę polega w sposób najbardziej bezpośredni prosta medytacja, którą chcę wam zaprezentować. I nie mam tutaj na myśli wybujałego, mentalnego rozważania spraw byłych i niebyłych i myślowego “dzielenia włosa na czworo”. Nasze serce posiada swój własny głos. Tym głosem nie jest śpiew operowej diwy ani piękna melodia drozda, lecz delikatne i cichutkie pukanie. Najłatwiej oczywiście usłyszeć je przez stetoskop. Jednak posługiwanie się urządzeniami zewnętrznymi w medytacji nie jest dozwolone.

Tak więc spróbujcie usiąść w całkowitej ciszy - przegońcie rodzinę, wygońcie psa, zamknijcie kotu drzwi przed nosem, wyłączcie telewizor, ustawcie komórkę na tryb cichy bez wibracji, przewietrzcie pokój, zapalcie świeczkę… - słowem stwórzcie wokół siebie aurę ciszy. Im głębsza, tym łatwiej będzie wam usłyszeć głos waszego serca. Następnie usiądźcie w wygodnej pozycji, na kocu, na macie, poduszce zafu lub innej, wygodnej nawierzchni, złóżcie dłonie wygodnie na kolanach (możecie palce ułożyć w dowolną, sprzyjającą mudrę), zamknijcie oczy i skierujcie swoje zmysły do wewnątrz ciała. Skupcie się na waszym “wewnętrznym uchu” i delikatnie, lecz konsekwentnie, czule, lecz z uporem skierujcie je na obszar waszego fizycznego serca (nie energetycznego ośrodka świadomości - czakramu anahata, bo nie o niego mi tutaj chodzi). Z początku, być może, nie będziecie słyszeć nic, albo waszą uwagę rozpraszać będą szumy bębniących tętnic lub inne odgłosy “wewnątrzcielesne”. Nie dajcie się zwieść. Szukajcie dalej. Przy odrobinie szczęścia lub wystarczającej wytrwałości w dążności do celu usłyszycie w końcu bardzo delikatne i łagodne, odległe stukanie. Nie przestraszcie się, z jak wielkim uczuciem i niezłomnym oddaniem pracuje dla nas ten wspaniały narząd. Niebezpodstawnie jest on we wszystkich chyba kulturach otaczany tak wielką czcią.

Odczucia płynące z medytacji serca mogą być różne. Ja, gdy udało mi się za pierwszym razem “usłyszeć głos swojego serca”, poczułem ogromną ulgę i radość, ale jednocześnie zdałem sobie sprawę z tego, jak bardzo było ono samotne, gdy nie poświęcałem mu swojej uwagi. Obiecałem, że już nigdy, przenigdy go nie opuszczę i nie pozwolę mu samotnie i z poświęceniem napełniać mnie wciąż na nowo życiem. Jak na razie dotrzymuję słowa. Życzę wam aby wasze “spotkanie z własnym sercem” było równie udane, a może nawet bardziej…?

Leave a Reply

Strony