Katyń 2010-lekcja historii - kontemplacja jogiczna

KATYŃ 2010-LEKCJA HISTORII - KONTEMPLACJA JOGICZNA

 

Moim zdaniem każdy, kto deklaruje się być jogiem lub joginką, czy choćby interesuje się jogą, z racji pretendowania do wyższych wartości duchowych nie tylko przyjmuje na siebie moralny obowiązek prezentowania i obrony na co dzień tych wyższych wartości, ale również służenia innym ową perspektywą i obiektywizmem, jaki daje nam praktyka. Tyczy się to w równym stopniu zwykłych sytuacji życiowych, jak i sytuacji trudnych - do jakich z całą pewnością można zaliczyć katastrofę polskiego samolotu pod Smoleńskiem.

            Tego rodzaju podejście nie jest „osobną gałęzią” jogi, czy alternatywą, a wypływa bezpośrednio z nauk Patanjalego. Nie możecie ćwiczyć asan, jeśli nie przestrzegacie yamy i niyamy. Kto twierdzi inaczej, ten nie ćwiczy asan, a jedynie oparte na asanach ćwiczenia gimnastyczne. Wypływa to z natury praktyki hatha jogi, która polega na formowaniu materii ciała za pomocą specjalnej formy świadomości (shakti), która nadaje ciału doskonały kształt i zdrowie. Jest to jednak energia płynąca z głębin ducha, dla której nasza inteligencja jest jedynie narzędziem. Chęć ujarzmienia tej mocy z poziomu ego, jest tym, co Patanjali nazywa „przyczyną niewiedzy”, będącej „matką” wszystkich pozostałych nieszczęść. Patanjali w sutrze II.24 (rozdział: „Sadhana pada - O praktyce”) Jogasutr pisze: „Tasya hetuh avidya  - Cel ten (opisany powyżej) przyczyną niewiedzy”*, a dalej (II.26): „Vivekakhyatih aviplava hanopayah - Ciągłe poznanie rozróżniające - metodą”.

            Dlatego właśnie chciałbym zaproponować wam specjalną kontemplację przyczyn i skutków tragedii narodowej. Korzystając z metody „integracji” (samyama), która umożliwia głębokie poznanie oraz połączenie przeciwnych nurtów natury w jedno głębokie wejrzenie, spróbujcie skierować energię swojego “trzeciego oka” na swoje serce, tam gdzie obok siebie przepływają niezmieszane dwa najważniejsze nurty energii naszego ciała: gorąca „energia słoneczna” krwi żylnej, niosącej nieczystości z ciała wprost do płuc, i chłodna, „księżycowa energia” natlenionej krwi tętniczej. Wyciszając wszelkie wzruszenia myśli, spróbujcie odnaleźć w ten sposób cały żal i smutek spowodowany tą tragedią, a zobaczycie, że w rzeczywistości jest to wydarzenie o zbyt dużym ładunku emocjonalnym, aby móc sprostać jego „rozładowaniu” w standardowy sposób, w jaki koimy żal czy rozpacz po stracie bliskiej osoby.

            Ponieważ wierzę w prawo przyczyny i skutku, a także w celowość wydarzeń opartą na niezłomnym trwaniu ludzkiej woli (a nawet w „bożą rękę”, która niekiedy powoduje subtelne zmiany ciągu wydarzeń), uważam, że w skali całego narodu taką tragedię można potraktować jedynie jako bardzo poważną lekcję. Uważam też, że jest to lekcja dla każdego Polaka i Polki i że każdy z nas musi ją, w taki czy inny sposób, zrozumieć. Dla mnie osobiście jest to lekcja historii - historii, ponieważ historia lubi się powtarzać i ponieważ historia jest nauczycielką życia. Jak jednak zinterpretować tę trudną i bolesną lekcję? Jest wiele elementów w tej katastrofie, które mają charakter wręcz symboliczny, ale nie chcę tutaj roztrząsać ich poszczególnych znaczeń, ponieważ nie czuję się wystarczająco pewnie w tej materii - od dziwnego milczenia załogi, poprzez lakoniczne komentarze operatora lotniska w Smoleńsku, mgłę, ogień, który strawił wszystkie ciała, itp. Faktem jest, że za przyczynę katastrofy najprawdopodobniej uznany zostanie „błąd” załogi spowodowany przez niesprzyjające warunki lądowania i brak systemów naprowadzających. Faktem jest również, iż w podobnych okolicznościach doszło do podobnej, zarówno w skutkach jak i przebiegu, katastrofy samolotu wojskowego CASA, w którym zginęły najważniejsze osoby ze sztabu Polskich Sił Powietrznych. Najważniejszym faktem jest oczywiście to, że katastrofa miała miejsce w Katyniu, w pełnym tego słowa znaczeniu, a nie jedynie w wymiarze geograficznym.

            Tutaj właśnie, moim zdaniem, należy szukać źródeł tej niewątpliwej lekcji historii. Przede wszystkim więc od razu rodzi się pytanie: „Czy my, Polacy, jako naród, potrafimy wyciągać odpowiednie wnioski ze swoich porażek?”. Ponieważ ostatnie stulecia historii Polski jawią się jako nieustający ciąg bolesnych doświadczeń zewnętrznych (począwszy od końca XVIII stulecia), gdzieniegdzie przerywany krótszymi lub dłuższymi okresami niepokojów wewnętrznych, jako naród w dniu dzisiejszym z całą pewnością mamy tendencję do lgnięcia do doświadczeń pozytywnych, historii zwycięstw i rzadkich chwil tryumfu. Nie śnimy już o wolności (jak za PRL-u), lecz pożądamy zwycięstw. W każdej materii - najdrobniejszy sukces polskich olimpijczyków wywołuje euforię, trzymamy kciuki za Franciszka Smudę, nieśmiało marzymy o kolejnym „Noblu” i lobbujemy o „stanowiska” w strukturach międzynarodowych. To oczywiście dobrze i naturalnie. Niepokój mój budzi jednak problem naszej postawy w chwili prawdziwego tryumfu. Ponieważ nie jesteśmy nawykli do zwycięstw na arenie międzynarodowej (ostatnie poważniejsze odnotowano za Jana III Sobieskiego), nie mamy zbyt wiele okazji, aby analizować swoje postawy w tym zakresie. Przypomnijmy sobie jednak, że genezą tragedii katyńskiej z 1940 było (z czego może nie każdy z nas zdaje sobie sprawę) bestialskie potraktowanie sowieckich jeńców wojennych przez młode państwo polskie 20 lat wcześniej. W wyniku tego kilkadziesiąt tysięcy sowieckich żołnierzy zmarło z wycieńczenia, niedożywienia i chorób w polskich tzw. „obozach jenieckich”. W zaledwie kilka lat po zrzuceniu carskiego (i nie tylko) jarzma, młoda II Rzeczpospolita, w chwili wielkiego zwycięstwa (jaką niewątpliwie była Bitwa Warszawska), sama wciela się w „karzącą rękę arystokracji” i zamiast okazać serce równie niedoświadczonemu „narodowi sowieckiemu”, co zapewne inaczej ułożyłoby nasze wzajemne stosunki, można by rzec - mści się za zabójstwo cara, utrwalając w ten okrutny sposób, w sposób świadomy czy też nie, podział na „lepszych - białych” i „gorszych - czerwonych”. To doprowadziło do wzajemnej wrogości i nienawiści, izolacji Rosji Sowieckiej, a w konsekwencji do tragedii katyńskiej.

            Dzisiaj, w obliczu historycznych przemian politycznych i gospodarczych, wejścia do struktur międzynarodowych NATO i UE, Polska z całą pewnością jest krajem tryumfującym i tryumfującym zasłużenie. Problem jednak polega na kwestii perspektywy, z jakiej rozpatrujemy wydarzenia historyczne. Polaka nikt nigdy nie zmusi do wolności, jest ona dla niego naturalna, jak woda i powietrze. Jednak wolność to nie jest tylko zdolność i okazja do robienia tego, co uważamy za słuszne. Bo nie można mówić o wolności w skali całego narodu, a jedynie o wolności w skali narodu jako sumy wolności poszczególnych obywateli. A wolność człowieka, to wyzwolenie nie od terroru władzy, lecz od opresji natrętnych myśli i zachowań, które życie w każdych warunkach zmienią w piekło nieporozumień, nienawiści i złudy. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że przemiana zewnętrzna jest tylko impulsem dla działań naszej przyrodzonej natury, nie zaś spełnieniem, które automatycznie spowoduje przemianę każdego z nas w wolnego człowieka. W sutrze IV.3 (rozdział: „Kaivalya pada - O wyzwoleniu”) Patanjali pisze dalej: „Nimittam aprayojakam prakrtinam varanabhedah tu tatah ksetrikavat - Przyczyna nie uwalnia potencjału natury, lecz glebę jej użyźnia jak rolnik”.

            Dzisiaj każdy z nas musi podjąć próbę zbudowania wolności narodu na swojej własnej wolności. Prezydent Kaczyński walczył o Polskę silną i pozbawioną kompleksów, ale opartą właśnie o wolność człowieka - nie tylko wolność do przekonań, poglądów czy swobodę działania, lecz przede wszystkim o wyzwolenie pojedynczego umysłu z niewoli uwikłania w pragnienie zdobycia mistrzostwa we władzy nad swoją własną mocą. Czy będziemy w stanie sprostać temu wielkiemu wyzwaniu, wypełnić jego wolę i zbudować Polskę silną w oparciu o przebaczenie i miłosierdzie, nie zaś o status majątkowy poszczególnych obywateli czy ilość osób o polsko brzmiących nazwiskach na liście 100 najbogatszych ludzi na świecie? Wyzwolenie odkrywa potencjał twórczy o niewyobrażalnej mocy. Suma tych potencjałów może nam umożliwić, w połączeniu z naszym doświadczeniem historycznym i innymi cechami naszego narodu, osiągnięcie pozycji w świecie, o jakiej nawet nam się nie śniło. Wymaga to jednak zrozumienia procesów historycznych i zrozumienia samego siebie i swojego miejsca na ziemi. To właśnie nie jest droga łatwa i dlatego wielu z nas woli oszukiwać się i udawać.

            Chociaż pewnie wielu z nas nie zdaje sobie sprawy z tego, że w przyszłości oczekują na nas jakieś zagrożenia, wystarczy tylko powierzchowne spojrzenie, aby zdać sobie sprawę, że nawet Unia Europejska, pogrążona w głębokim kryzysie finansowym i oparta obecnie w głównej mierze o nadludzki wysiłek gospodarczy nękanych społecznymi konfliktami Niemiec, może kiedyś nie wytrzymać - ten najstraszliwszy scenariusz dla Europy i świata uświadomiła nam ostatnia zapowiedź o możliwości rozpadu strefy euro. Z drugiej strony, wyrwawszy się spod jarzma ZSRR, jesteśmy często skłonni zachowywać się w stosunku do Rosjan jak dzieci, które znalazły sobie „silniejszego brata” i już nie boją się „starszego kolegi”, a głęboko w naszej narodowej świadomości tkwi oparty na braku zrozumienia różnic kulturowych płytki, nadęty i niczym nieusprawiedliwiony wizerunek Rosjanina jako człowieka gorszej kategorii. Liczba zagrożeń, jakie może spowodować nasza ignorancja i niewiedza jest zapewne dłuższa, ale należy zdać sobie sprawę, że wciąż możliwe są najstraszniejsze scenariusze, o jakich nam się nie śniło. Tego z całą pewnością uczy koszmarna tragedia polskiej delegacji.

            Czy więc, w chwili gdy oczy całego świata zwrócone są w kierunku Polski i serca wszystkich ludzi na świecie zastygają na chwilę w milczeniu, łącząc się z nami w bólu po stracie jednego z najwybitniejszych przedstawicieli naszego narodu oraz kwiatu polskiej klasy politycznej (i nie tylko), będziemy potrafili sprostać nadziei, jaką w nas pokładają zarówno nasi unijni rodacy, jak nasi najbliżsi „bracia” i sąsiedzi, a także obywatele i mieszkańcy tak dalekich stron świata, jak choćby Brazylia czy Wenezuela? Czy znajdziemy w sobie siłę wystarczającą na to, by pokazać Europie i światu prawdziwego Polskiego Człowieka? Tego na pewno chciałby od nas Prezydent Kaczyński.

           

 

 

 


*  Tłumaczenie Jogasutr Patanjalego w opracowaniu autora.

Leave a Reply

Strony