Ciało - cudowny “mechanizm”

Większość ludzi rzadko raczej zastanawia się nad tym, czym jest, jak jest zbudowane i jak działa ludzkie ciało. Używamy go po prostu, martwimy się, gdy coś się zepsuje, ale nie tak, jak martwimy się, gdy zepsuje się np. nasz ulubiony samochód, czy inny przedmiot, z którym jesteśmy emocjonalnie związani, ale raczej jak wtedy, gdy nawali coś, co jest nam praktycznie niezbędnie potrzebne do załatwiania wielu spraw. Staramy się jak najszybciej wszystko “ponaprawiać”, żeby znów móc być w pełni funkcjonalnym członkiem ludzkiej społeczności.
Podejście funkcjonalne do ciała jest dobre - ciało jest materią; i to zarówno to fizyczne, ciężkie, jak i bardziej subtelne - energetyczne, a nawet jeszcze bardziej subtelne ciało mentalne czy umysłowe. Joga akcentuje nawet konieczność podejścia do umysłu jak do przedmiotu, jak do czegoś z czego korzystamy w jakimś określonym celu. To całkiem zrozumiałe - podejście do umysłu jako do podmiotu doświadczenia nieuchronnie kończy się egoizmem, jedną z istotnych przeszkód w rozwoju indywidualnym.
Chociaż joga w zasadzie poprawia kondycję zdrowotną, podnosi poziom energii i zwiększa zdolność koncentracji, itd., jednak niekoniecznie prowadzi to ćwiczącego do poprawy jego kondycji uczuciowej. Nie mam tutaj na myśli atrakcyjności seksualnej czy “łóżkowych umiejętności”, ponieważ te, siłą rzeczy, również ulegają poprawie na skutek praktyki. Chodzi mi o prawdziwe uczucia. Niestety, silną pokusą dla większości z nas jest “ponowne inwestowanie ciężko zarobionych pieniędzy”. W praktyce jogi przekłada się to na wykorzystywanie zwiększonego na skutek ćwiczeń potencjału energetycznego do coraz bardziej intensywnego angażowania się w codzienność. Prowadzi to do efektu błędnego koła i to utrwalania sytuacji, w której osoby najsilniejsze i najzdrowsze są jednocześnie w naszej kulturze często nastawione najbardziej materialnie i najmniej zmierzające do rozwoju i pogłębiania własnej sfery duchowej.
Joga nie jest “cudowną tarczą”, która ochroni nas przed pułapkami życia i materii. Na szczęście istnieją pewne sposoby, które mogą nam pomóc lepiej zrozumieć oczywistą różnicę między duchem i materią. Jednym z takich sposobów, który chciałbym wam zaproponować, jest kontemplacja własnej natury. Faktem jest, że większość z nas, a tyczy się to niestety w równym stopniu i praktykujących jogę, jest zdominowanych pogonią za zwiększeniem stanu posiadania w świecie materialnym oraz fascynacją najnowszymi wytworami pracy ludzkich rąk. Niezdrowa “gorączka nanotechnologiczna” trwa i nie oszczędza nikogo. To nie sama technologia jednak jest jej przyczyną, a to, że potrafimy wyżej cenić “cuda techniki”, niż nieskończenie bardziej cudowny “cud natury” jakim sami przecież jesteśmy.
Spróbujcie skoncentrować się, na sobie, na swoim świecie wewnętrznym, na funkcjach swojego ciała. Jeśli macie problem z podstawową wiedzą, spróbujcie rozbudzić w sobie zainteresowanie, pogłębić wiedzę, dowiedzieć się o sobie czegoś więcej. Nie musicie w tym celu siadać w “sterylnych” warunkach medytacyjnych - możecie równie dobrze jechać autobusem czy spacerować po parku. Niebawem zaczniecie odczuwać, a następnie rozumieć, prosty, znany każdemu fakt, że nasze ciało jest czymś tak niesamowicie skomplikowanym, że przekracza to w zasadzie możliwość naszego rozumienia. Każdy potrafi wymienić najprostsze fakty, że się oddycha, że tlen przechodzi do komórek, itd., itp. Jednak czasem trudno nam uwierzyć, że cała ta wiedza nie jest po prostu zimną teorią, ale najczystszą praktyką. Martwimy się, że nie rozumiemy jak działa samochód albo odtwarzacz MP3, bo to już dla nas zbyt skomplikowane. Ale tych rzeczy i tak nie możemy poczuć - są to przedmioty, materia; są praktyczne, przydatne, potrzebne. Tak jak nasze ciało - z tą jednak różnicą, że to ciało, to my i możemy je poczuć.
Czasem na przeszkodzie staje nam niezdolność do odczuwania głębokich uczuć, jak miłość. Zwłaszcza miłość skierowana na samego siebie wydaje nam się być czymś nie do końca na miejscu. Kochać kogoś - owszem - pięknie, romantycznie, poprawnie, miło; ale kochać samego siebie?! Spróbujcie jednak, zagłębiając się dalej w nieskończone subtelności własnych funkcji cielesnych, spojrzeć na samych siebie jako na dzieło. Jeśli telefon komórkowy z dostępem do internetu, rzecz tak wielce pożądana i wspaniała, jest dziełem człowieka i dziełem wspaniałym, o ile bardziej wspaniałym dziełem jest sam człowiek? Przy cudowności dzieła cierpliwej inteligencji natury, wytwory ludzkiej inteligencji stają się prymitywne i mało znaczące. Jak niesamowitym cudem są płuca, w których zachodzi wymiana gazów, oddawany jest dwutlenek węgla a pobierany tlen; jak wspaniałe jest serce, w którym obok siebie przepływają zgodnie dwa najważniejsze strumienie energii i które równoważy energie prawej i lewej oraz górnej i dolnej części ciała. Każdy narząd i funkcja ciała ma swoje własne zastosowanie i własną “cudowność”. Zrozumienie tego prowadzi nieuchronnie do poczucia ogromu inteligencji Matki Natury, która na drodze ewolucji stworzyła człowieka z materiału, który był na początku niewidoczną gołym okiem “amebą”.
To zaś nieuchronnie musi nas również doprowadzić do konkluzji i filozoficznej obserwacji, jak nieskończoną miłością musiał rozporządzać Ten, który obdarzoną tak ogromną inteligencją Naturę stworzył.




