Artykuły: Yoga +, Zima 2009-2010; “Living tantra” (tłumaczenie, cz. 2)

“Żywa tantra” cz. 1.

autor: Pandit Rajmani Tingunait

Ten przypadek zmusił mnie do przebadania wartości mojego własnego sposobu pojmowania oraz doświadczeń z tantrą. Teraz, w miejsce bezwarunkowej akceptacji, zapragnąłem prawdy o tantrze. Czy taktyki tantryczne są faktycznie tak głębokie, potężne i wzbogacające, jak się to wydaje tym, którzy w nie wierzą? Czy praktykujący tantrę faktycznie są w stanie dokonywać cudów? Czy spożywanie mięsa, alkoholu, narkotyków oraz uprawianie seksu składają się na praktykę tantry?

U brzegów Gangesu poznałem tantryka, którego popularność znacznie przekraczała tę, jaką cieszył się dr Kapoor. Wszyscy wiedzieli, że jadał on ludzkie mięso. Zamieszkiwał w pobliżu miejsca, w którym kremowano ciała zmarłych, zaś jego uczniowie i wyznawcy przynosili mu ludzkie mięso świeżo upieczone na stosie pogrzebowym. Był zawsze pijany. Ludzie krytykowali jego sposób bycia, a jednocześnie podziwiali jego moce duchowe. Zarówno jego błogosławieństwa, jak i przekleństwa uważane były za niezawodne. Odwiedzałem go przez kilka miesięcy, ryzykując moje życie poprzez zachowania, które mogły zdenerwować i sprowadzić na moją głowę jego przekleństwa. Ostatecznie doszedłem do wniosku, że człowiek ten był chory psychicznie.

To i wiele innych, podobnych doświadczeń przekonało mnie, że narkotyki, oszustwa, nieuczciwość i seksualne wykorzystywanie stanowią znaczną część tego, co nazywane jest tantrą. Chociaż sprawiło to, że znacząco obniżył się mój poprzedni entuzjazm do nauki i praktyki tantry, nie wierzyłem, że wszystkie tantryczne teksty są złe albo że wszyscy mistrzowie tantry to oszuści.

Ta wiara stała się niewzruszonym przekonaniem pewnego popołudnia w aśramie mojego ukochanego mistrza duchowego Swamiego Sadanandy, który poprowadził mnie w czasie, gdy zniechęcenie i beznadzieja prawie mnie pochłonęły. Był to mądry człowiek dysponujący rozległym doświadczeniem, zarówno w życiu świeckim, jak i duchowym. Żył w odosobnieniu – niewiele jedząc, niewiele śpiąc i niewiele mówiąc. Chociaż był wielkim mistrzem tantry, nie przejawiał wielkiego zainteresowania dzieleniem się z innymi tą stroną swojego życia.

Tego konkretnego popołudnia, gdy tylko przestąpiłem próg jego aśramu, nawet zanim zdążyłem go pozdrowić, głośno powiedział: „O dobrze, dobrze. Jesteś.”

Wskazując na młodego człowieka, który siedział przed nim, rzekł: „Kilka lat temu ten człowiek przyszedł do mnie, rozpaczając, że za kilka dni umrze. Gdy zapytałem go, skąd o tym wie, opowiedział mi swój bardzo żywy sen. Chciałem go pocieszyć, ale powiedział, że jak dotąd wszystkie jego sny się spełniały. Rozesłał telegramy do swojej rodziny i wielu spośród jego krewnych było z nim, gdy mnie odwiedził. Gdy nie udało mi się go przekonać, że wszystko będzie w porządku, zaprosiłem jego śmierć i pozwoliłem mu porozmawiać z nią twarzą w twarz. Gdy usłyszał od swojej śmierci, że będzie żył jeszcze wiele długich lat, jego strach rozwiał się. Dokończył swoje studia inżynierskie – i oto jest tu z powrotem; przybył w odwiedziny wraz ze swoją rodziną – żywy i zdrowy”.

Młody człowiek i obecni z nim ludzie pokiwali twierdząco głowami. Byłem kompletnie nieprzygotowany do tego, by usłyszeć z ust Swamiego Sadanandy o tak potężnym tantrycznym wyczynie. To nie było zupełnie w jego stylu przyznawać się publicznie do tego rodzaju duchowych osiągnięć, a co dopiero chwalić się nimi. Czułem, że użył tego przykładu jako okazji, by poruszyć ze mną temat, którego unikaliśmy od lat. Kiedy tylko młody człowiek i jego rodzina wyjechali, zapytałem: „Swamidżi, o co w tym wszystkim chodzi? Jak to możliwe, że zaprosiłeś czyjąś śmierć i sprawiłeś, że ktoś żywy mógł z nią porozmawiać twarzą w twarz?”

Odpowiedział: „W rzeczywistości przywołałem czaja purusza i poinstruowałem tego młodego człowieka, jak poznać swoją przyszłość, w tym również godzinę śmierci”.

„Swamidżi, to niesprawiedliwe!” zakrzyknąłem. „Odwiedzają cię ludzie, dla których przywołujesz czaja purusza, aby mogli wyzwolić się od strachu przed śmiercią. Nazywasz mnie swoim ulubionym uczniem, kawałkiem swojego serca…”

Swami Sadananda roześmiał się: „Dlaczego chcesz doświadczyć magii? Dlaczego sam nie zostaniesz magiem?”

„Dziękuję” odpowiedziałem, a on natychmiast podniósł się i podążył w kierunku piaszczystej plaży na brzegu Gangesu. Udałem się za nim. Nie czekając na zachęty, zaczął mówić. „Każdy poszukiwacz prawdy ma swoje chwile konsternacji, zwątpienia i sceptycyzmu. Odróżnienie rzeczywistego od nierzeczywistego nie jest łatwym zadaniem. Jednak, gdy się już to uda, stanowi nadzwyczajne osiągnięcie. Światło i cień są nierozłączne. Tak jak to, co autentyczne i to, co udawane. Tantra jest wspaniałą nauką. Dzięki tantrze możesz dostrzec umysł. Jego widzialne i niewidzialne moce. Dzięki tantrze możesz odkryć świat magii umysłu, a umysł jest twoim najwspanialszym przyjacielem – przyjacielem, który będzie przy tobie przez całą drogę, aż do jej ostatecznego spełnienia”.

Wszedł do rzeki, obmył swoje dłonie i twarz i poprosił mnie, abym uczynił to samo. Następnie udaliśmy się wspólnie na plażę. Teraz Swami Sadananda zaczął swoje wyjaśnienia: „Czaja purusza to wyjątkowa praktyka tantryczna. Pierwszy jej etap polega na wpatrywaniu się w swój własny cień. W zależności od stopnia twojej koncentracji zakończenie tego pierwszego etapu może pochłonąć kilka tygodni, kilka miesięcy, a nawet kilka lat. Wpatruj się w swój własny cień tak długo, jak długo możesz wytrzymać, nie mrugając. Po jakimś czasie stracisz swój cień z oczu. Spójrz w niebo, a ujrzysz biały zarys swojego cienia. Z początku ten biały zarys będzie odznaczał się na horyzoncie. Wraz z praktyką, będzie on podchodził do ciebie coraz bliżej, stając się coraz bardziej wyraźny, aż będzie jak twoja kopia stojąca vis-a-vis ciebie, nie dotykając ziemi. W drugim i ostatnim etapie praktyki tchniesz w ów cień pranę (moc życiową). Możesz z nim rozmawiać, jak gdybyś rozmawiał z drugim sobą. Dzisiaj, pokażę ci ciebie samego, używając mojej jogaszakti. Możesz pytać, o co zechcesz – odpowie ci”.

CDN

Leave a Reply

Strony